niedziela, 28 grudnia 2014

Radość i smutek.

Bardzo długo mnie nie było dlatego chciałam się pochwalić co było tego powodem. Dlaczego pochwalić, bo 11.04.2014 urodziła się moja córeczka Karolinka. Długo oczekiwana kruszynka, długo bo staraliśmy się o nią kilka lat. Może to dziwić, bo jak to, przecież już mam dwójkę dzieci, ale zawsze chciałam mieć trójkę dzieci. Po prostu je kocham, ale więcej już nie, tyle mi starczy, chociaż gdyby pojawiło się kolejne to też byłoby kochane :) Nieraz tak jest że można starać się latami, a gdy się uda to potem dzieci sypią się jak z rękawa i nie jest to tylko czcze gadanie. Można spotkać osoby które mają dzieci rok po roku i kiedyś sobie myślałam jak tak można dać sobie radę, przecież trzeba się zabezpieczać, żeby tak się nie zdarzyło. Ale życie ma swoje plany. Sądziłam że krótko po porodzie i jeszcze jak się karmi piersią to zajść w ciążę nie można, ale jak bardzo się myliłam. Byłam 8 tygodni po porodzie do kontroli a tu okazało się, że mój organizm już dobrze funkcjonuje, nawet bardzo dobrze, bo już miałam widoczne na usg gotowe pęcherzyki i gdyby dobrze trafić w te dni to tym razem byłaby wpadka, a nie planowanie :) Jednak nic takiego się nie zdarzyło, a mogło i od lekarza wyszłam z ulgą, no bo przecież moje dziecko ma dopiero 8 tygodni.

Zajść w ciążę przy kolejnych dzieciach też nie zawsze jest łatwo, nie tylko osoby przy pierwszym dziecku mają problemy, już przy drugim dziecku nie było łatwo a przy trzecim czekałam kilka długich lat. Chciałam się już poddać i w końcu pojawił się cud Karolinka. Zrobiłam przedtem wszystkie badania dlaczego to tak długo trwa, okazało się że nie mam już wszystkich cykli płodnych i ze względu na wiek mój poziom jajeczek jest na wyczerpaniu, lekarz powiedział że może jedynie in vitro, ale nie daje dużych szans. Stwierdziłam, że mam już dzieci więc nie będę stosować takich metod, poczekam na cud, chociaż serce mnie zabolało, bo bardzo chciałam tego dziecka. Czułam się jak osoby które nie mogą mieć nawet pierwszego dziecka. Więc chcę dać dobrą radę dla innych kobiet, dla których teraz najważniejsza jest kariera, chociaż oczywiście to też nie jest złe, że niestety czas na dziecko szybko się kończy i niestety nie zawsze da się to cofnąć.

Miałam też oczywiście pewne obawy czy wszystko będzie dobrze, wysłano mnie na badania prenatalne i czekając na wyniki były to dla mnie naprawdę długie dni. Bałam się czy wyniki są dobre a jeżeli nie to co wtedy, czy damy sobie radę mając już dwójkę dzieci i w miarę unormowane życie. Jednak okazały się dobre, ale wychodziły stamtąd kobiety ze łzami w oczach i wtedy robiło mi się bardzo przykro :(

Odkąd pojawiła się Karolinka bardzo przeżywam chorobę każdego dziecka, zawsze byłam wrażliwa ale teraz to chyba wyjątkowo, gdyby coś się stało mojej córeczce to chyba bym tego nie przeżyła, oczywiście myślę też o moich pozostałych dzieciach, ale o tej najmniejszej przede wszystkim, tym bardziej że ostatnio tyle dzieci staje się aniołkami przez raka, albo rodzi się z poważnymi wadami i nie ma na to ratunku. Człowiek żyje sobie szczęśliwie nie myśląc o chorobach a tu takie paskudztwo zaatakuje i niszczy całe twoje życie. Bardzo się tego boję, bo nie wiem co mnie czeka jutro, nikt nie wie. Tak bardzo mnie boli że w tym roku odszedł od nas Antoś chory na guza mózgu , taki malutki a nie było mu dane cieszyć się życiem, tyle zaznał cierpienia. Od niego nauczyłam się że trzeba łapać każdą chwilę z dzieckiem, ale także dowiedziałam się że chcąc walczyć o dziecko to trzeba mieć pieniądze, bo bez nich to jest często za późno, a niestety nasze państwo nie pomaga chorym dzieciom. Za późno było dla Neli z chorym serduszkiem która odeszła w urodziny mojej starszej córki, a w moje urodziny odszedł Bartoszek, już było lepiej miał wyjść do domku i nagle jego nitka życia została ucięta. To tak bardzo boli, czuję wielką złość i niemoc że tyle dzieci umiera, tak nie powinno być. A teraz w ciężkim stanie jest roczna dziewczynka Hanusia o pięknych oczach, chora na neuroblastomę, raka który w każdej chwili może ją pokonać, ale ja ciągle wierzę w cud, że jej się poprawi. Jeszcze Lilka, która przez nieodpowiednią opiekę przy porodzie musi żyć jak roślinka, taka piękna dziewczynka, a to miał być cud narodzin, szczęśliwych bo urodziła się 22 grudnia. No i tragedia w mojej rodzinie, roczny synek mojej kuzynki siatkówczak oka, w tamtym roku, przeszli bardzo długą drogę, pełną bólu i zmartwienia. Jednak udało im się chociaż Oliwierek stracił oczko, ale zawsze pozostanie ten strach no i trzeba jeździć na kontrolę. Ale oczywiście nie w naszym kraju bo u nas nie było ratunku, jakie to jest wkurzające, że żeby leczyć dziecko trzeba często wyjechać za granicę aby je ratować.

No i proszę mi powiedzieć jak tu się nie martwić i nie żyć w strachu gdy wokół tyle tragedii, gdy w każdej chwili może się świat zawalić. Czy naprawdę nie ma żadnego lekarstwa na tego raka, czy on będzie powodem upadku naszej cywilizacji, bo naprawdę ale w moim życiu to ostatnio już kilka osób odeszło z tego powodu albo choruje, przez niego nie poznałam mojego taty, który też zmarł na raka. Już naprawdę mam tego dosyć, niech to się w końcu skończy, chyba sama się dołuję, za często przebywam na FB, ale taka jest prawda, że nie potrafię przejść obok tego obojętnie, takie już moje wrażliwe serce. Mój mąż mówi że chyba zgłupiałam, ciągle płaczę, a mu nic nie mam mówić , bo nie chce tego przeżywać tak jak ja i wcale mu się nie dziwię, bo ja jestem nieodporna :(



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyzwanie fotograficzne 23 - 31

Z góry  #dzień23 Jesienna piaskownica Ulubione  dzień24 Ostatnio moim ulubionym zajęciem jest haftowanie obrazków ...